Siedziałam za dużą szybą jednej z miejscowych kawiarni. Nie było tu dość dużego wybory, a napoje nie smakowały jakoś nadzwyczajnie, ale miała dwa plusy. Nigdzie nie panował tak miły klimat, a drugi... cóż, z tego miejsca mogłam go obserwować co sobotę. I właśnie dziś był kolejny dzień, gdy obserwowałam chłopaka, który niegdyś obiecywał mi, że zostanie ze mną do końca, będzie kochał tylko mnie, każdego dnia, gdy będzie wstawał, zobaczy moją twarz, a dziś nieświadom tego, iż jest obserwowany bawił się świetnie z jakąś blondynką. No, przynajmniej na początku. Przez moją głowę przechodziła masa pytań.
Czy zostałby ze mną, gdyby dowiedział się, że za jakiś czas mnie nie będzie?
Czy to, co mówił kiedyś dalej ma jakieś znaczenie?
Nie wiem, ale byłam zła. Zerwał ze mną, dlaczego? Dobre pytanie. Nawet ja nie znam na nie odpowiedzi. Teraz kierowała mną dziwna siła. Chęć skrzywdzenia i upokorzenia go jego własną bronią była ważniejsza niż moje śniadanie, choć z drugiej strony to niedorzeczne. Blondynka wstała i wpijając się w jego usta, które niegdyś należały do mnie, wybiegła z kafejki. Cóż, pora wprowadzić plan w życie.
Szybko wstałam i niosąc kubek z ciepłym kakao ruszyłam w stronę jego stolika, po czym przypadkowo się potknęłam, a cała jego zawartość rozlała się po jego plecach.
- cholera, przepraszam! Jestem trochę... Pal?
Cóż, aktorka ze mnie świetna.
- Patrycja? Matko, co ty tu robisz?
- jak widać, stoję.
- głupie pytanie, może chciałabyś wpaść do mnie?
Dwa razy nie musisz mówić, uwierz...
- nie wiem, czy powinnam...
- wiesz co? Może zostawmy przeszłość za sobą?
Owszem, bo to nie ty idioto płakałeś co noc ze świadomością, że twój czas się kończy, a osoba, którą kochasz właśnie zrównała cię z błotem, a ty czujesz się przez to jak śmieć.
-może na chwilę...
Chłopak ściągnął koszulkę, zabrał ode mnie torby i łapiąc mnie za rękę udaliśmy się do jego auta.
- masz kogoś? - jego pytanie przywróciło mnie do żywych. Uśmiechnęłam się sztucznie.
- nie, a ty?
- chwilę przed tym, jak przyszłaś wyszła Lene. Jestem już z nią miesiąc i zapowiada się na coś silnego.
Przykre... bardzo...
- cieszę się, że jesteś szczęśliwy.
Zobaczymy jak długo...
Podjechaliśmy pod jego dom, w którym spędziliśmy tyle cudownych chwil...
Pomógł mi wysiąść i ściągnął sweterek. Udałam się w stronę salonu, gdzie rozsiadłam się w salonie. Chwilę później pojawił się w nim Pal.
- kawy? Herbaty?
- masz może coś mocniejszego?
Przez jego twarz przemknął ten jego uśmiech.
- od kiedy ty proponujesz coś wykraczającego poza twoje zasady?
- ludzie się zmieniają, uwierz.
- więc wina?
- z chęcią.
Nędzny idioto, nawet nie zdajesz sobie sprawy, co alkohol z tobą robi.
Zauważyłam, że w jego żyłach już płynęła za duża ilość alkoholu, więc czas to wykorzystać. Usiadłam na jego kolanach rozkrokiem twarzą do niego. Opuszkami palców znaczyłam jego linię szczęki, przez co delikatnymi syknięciami oznajmiał mi, że mam kontynuować, a mu sprawia to ogromną przyjemność. Złapałam jego podbródek w dwa palce i lekko obróciłam. Złożyłam mokry pocałunek za jego uchem, to był jego słaby punkt, a ja doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Poczułam jak mocny dreszcz przeszedł po jego ciele. Jego dłonie znalazły się pod moją koszulką, a palce kreśliły małe kółeczka. Paznokciami drapałam jego plecy, co sprawiło, że po chwili ja także byłam bez koszulki. Spojrzał na mnie tak jak kiedyś i pocałował mnie w bronę, po chwili delikatnie przygryzając moją dolną wargę. Kochał się nią bawić. Jego pocałunki i ruchy stawały się coraz szybsze i pewniejsze. W pewniej chwili chwycił mnie za pośladki, podsadził wyżej i obijając nas o ściany kierował się w stronę sypialni. To niewiarygodne, jak szybko pozbyliśmy się prawie każdej najmniejszej części naszej bielizny, a on rzucił mnie na łóżko. Oparł się nade mną a w jego oczach ujrzałam to, czego mi brakowało. Miłość. Szybkim ruchem przyciągnęłam go do mojej twarzy. Stan w jakim był oznajmiał tyle, że nic ani nikt nie ma prawa tego przerwać. Gdy sięgnął dłonią po zapięcie od mojego stanika położyłam dłoń na jego klatce piersiowej lekko go odpychając, próbował kontynuować, ale mu na to nie pozwoliłam. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- coś się stało?
- Pal... nie możemy. Masz Lene, nie chcę, żebyście przeze mnie się rozpadli.
- zerwę z nią, chcę tylko ciebie.
- zrób to teraz
- ale jak to teraz?
Podałam mu jego telefon i wyszukałam jej numer w jego telefonie.
- Len? Nie, znaczy...ugh tak. Nie możemy być razem. Po prostu, kocham kogoś innego. Tak, jestem, wiem to. Żegnaj.
Odrzucił telefon na drugi koniec pokoju i kontynuował to na czym skończyliśmy.
Rano obudziłam się w objęciach tej pięknej osoby, która wpatrywała się we mnie.
- kocham cię Pat.
- Ja cię też Pal.
Ja cię też, głupi, naiwny, kochany Pal.
- co to jest?!
- nic.
- jak to do cholery NIC?!
Chłopak wydzierał się na mnie, po tym jak „przypadkowo” zostawiłam wyniki ostatnich badań lekarskich na komodzie.
- chciałam ci to powiedzieć.
- tak? Kiedy? Kiedy trafisz do szpitala? Kiedy będzie już za późno!?
- już jest za późno idioto! Nie widzisz?! Za miesiąc już mnie tu nie będzie. I co? I teraz mnie zostawisz? Dobrze.
Spojrzał na mnie zły, chwilę później słychać było trzaśnięcie drzwiami.
Super kurwa. Super!
Uderzyłam pięścią w ścianę i ruszyłam w kierunku pokoju. Taki był mój zamiar, dopóki ktoś mocno objął mnie i wtulił mnie w swój tors.
I jak się czujesz? Miło, gdy tracisz kogoś, kogo kochasz?
Kable i pisk maszyn sprawiały, że waruję. Tak, jestem pewna. Jak, jak na nowo można zakochać się w kimś takim, jak Pal Nicolaisem? Oh, można. Jestem na to żywym przykładem. Noce spędzone tutaj i dnie spędzone z nim sprawiały, że moje serce biło trzy razy szybciej, gdy tylko go widziałam.
Szatyn wszedł do mojego pokoju z czerwoną różą – jak co dzień. Usiadł koło łóżka i złapał mnie za dłoń. Po moim ciele przeszła fala dreszczy.
- nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham.
W moich oczach pojawiły się łzy. Łzy cierpienia. Jak... jak mogłam mścić się na osobie, którą tak cholernie kocham? Spojrzałam na niego ze łzami z trudem je powstrzymując. Czas powiedzieć mu prawdę.
- kochanie co się stało?
- Pal... Pal ja cię oszukałam... specjalnie wpadłam na ciebie w kawiarni. Już wtedy wiedziałam, że jestem chora, tylko jeszcze wtedy były ostatnie szanse na ratunek dla mnie. I nie. Nie pytaj dlaczego nie chciałam pomocy. Po co miałam żyć? Nie miałam ciebie, a to ty byłeś tą magią, która podtrzymywała moje życie, byłeś jedynym powodem, bym mogła oddychać jak najdłużej. Wiem, że jestem płytka, ale postanowiłam się zemścić. Rozkochać cię w sobie, a potem odejść tak, jak ty mi to zrobiłeś. I wiesz co w tym jest najgorsze? Że mimo tego ja cię pokochałam, tak, jak wtedy. Miłość do ciebie nigdy nie wygasła. Nawet jakbym strzelała do niej z pistoletu, dusiła ją z całych sił, zamknęła na samym dnie swojego serca to pozostała jedynie stłumiona, ale nie na długo. Była ode mnie sprytniejsza, ona wiedziała, jak przeżyć. Znalazła drogę w tym cholernym labiryncie, jaki jej zbudowałam, jednak znalazła drogę do wolności zaskakując mnie, gdy byłam tak bardzo pewna, że umarła, lub została zakopana stertami różnych brudnych spraw. Mimo tego znamienia na moim sercu, jakie po sobie zostawiłeś to pokochałam cię na nowo.
W jego oczach widziałam łzy. Czego się bałam? Że odejdzie. Do końca zostanę sama, lecz prawda była ważniejsza. bynajmniej dla mnie.
- jeśli myślisz, że odejdę, to jesteś w błędzie. Kocham cię jak wariat, to ja spieprzyłem wszystko. Kochałem cię nawet wtedy, kiedy przez moje łóżko przewijała się jakaś dziewczyna. Żałowałem. Oh, niczego nie żałowałem tak bardzo, jak tego, że cię opuściłem. Oddałem w ręce kogoś innego. Nie zostawię cię, nie teraz, gdy cię odnalazłem. Wiem, że zostało mało czasu, ale damy radę, przecież się kochamy.
Ta noc była idealna. Ja. On. Łzy. Nie wstydziliśmy się ich, bo po co? Zbyt długo ich się wstydziliśmy, by wstydzić się teraz świata.
Noc ona sama siedzi znów,
przypomina sobie chwile w których już
nie przeżyje nigdy więcej drugi raz,
za szybko ścigają ten czas
planowali, że przez życie razem będą iść
lecz Bóg inaczej rozplanował ich
w sali brakowało miejsca na róże, które dostawałam każdego dnia. Do sali wszedł ON. Moja miłość, osoba, która była, jest i będzie do końca. Krótkiego końca. Chłopak położył się obok, wtulając mnie w siebie.
- Pal... to ostatnie dni.
- nie, proszę, nie mówmy o tym. Kocham cię Patrycjo. Zawsze będę.
- obiecaj mi coś. Obiecaj, że mnie zapomnisz i zawalczysz o nią.
- o kogo?
- o Lene.
- nie! Nie potrafiłbym zapomnieć, jesteś jedyną z jaką chciałem wiązać przyszłość.
- obiecaj, że się poskładasz po mojej śmierci.
- nie mogę
- proszę...
- eh, obiecuję.
Dalej zegar bił, a poprawy brak
Jej ciało z dnia na dzień straciło blask
mimo, że organizm walczył cały czas
Ona była jedną z najszczęśliwszych gwiazd
On całe dnie spędzał obok niej
z zapartym tchem patrzył w oczy jej
nieważne, że kończył jej się czas
- Pal, to chyba już...
- nie! Patt! Nie zostawiaj mnie. Nie teraz! Idę po lekarza!
- nie, zostań przy mnie, proszę. To koniec, przytul mnie, proszę.
Chłopak mocno mnie przytulił wpijając się mocno w moje wargi. Przyciągnął mnie do siebie tak, że między nami brakowało najmniejszej szczeliny.
- nigdy o mnie nie zapominaj... kocham cię.
Moje oczy stawały się coraz cięższe. Ledwo czułam szarpnięcia i słyszałam głos Pala. Serce ledwo wybijało swój rytm.
- Patrycja... nie! Otwórz oczy, proszę! Kocham cię, słyszysz? To tylko sen, matko, to się nie dzieje naprawdę. Zaraz otworzysz oczy i powiesz, że to tylko żart.
Słyszałam jego szloch, lecz było za późno.
mijały dni, gorzej z nią
zbliżamy się do końca choć...
wie, że z życiem musi żegnać się
odchodzi szczęśliwa, bo on przy niej jest
Uczucie pomogło jej pokonać strach, walczyć tak
On pod koniec pocałował ją i
szepnął do jej ucha: Zawsze razem, mimo to...
Nadszedł koniec, a oni oboje nie są już na tym świecie.
Ona – z powodu choroby
on – z braku niedoścignionej miłości i poczucia, że gdyby nie on, mogłaby żyć.
Wszedł do pokoju, gdzie była apteczka z lekami. Wysypał kilkanaście na rękę z trudem wszystkie łykając. Tego dnia i on odszedł. Tam do góry są dwa anioły więcej. Anioły, które wreszcie mogą poczuć smak miłości.
Nie każde życie trwa wiecznie,
nie każde kończy się happy endem,
lecz można zrobić wszystko,
by właśnie było tym jednym.
Szczęśliwym.